Bez kategorii

Narodowcy a państwo

Nie ma obecnie spraw w życiu publicznym, na które nie miałoby wpływu pospólstwo (jakkolwiek byłoby ślepe i głuche) narzucające wszystkim swoje „poglądy”

 

Cechą charakterystyczną naszych czasów jest panowanie masy, tłumu, nawet w grupach o elitarnych dotychczas tradycjach. Tak więc także w dziedzinie życia intelektualnego, które z samej swej istoty wymaga określonych kwalifikacji, daje się zauważyć stały wzrost znaczenia pseudointelektualistów,

niedouczonych, nie będących w stanie osiągnąć należytych kwalifikacji i którzy z natury rzeczy powinni być w tej dziedzinie zdyskwalifikowani. Stąd autor, kiedy bierze do ręki pióro, by napisać coś na znany mu gruntownie temat, powinien pamiętać o tym, że przeciętny czytelnik, dotąd tym problemem nie zainteresowany, nie będzie czytał dla poszerzenia własnej wiedzy, lecz odwrotnie – po to, by wydać na autora wyrok skazujący, jeśli treść jego dzieła nie będzie zbieżna z banalną przeciętnością umysłu owego czytelnika.

Dzieje się tak pomimo powszechnej świadomości, że istnieje w społeczeństwie olbrzymia różnorodność czynności, zajęć i funkcji, które z natury rzeczy mają szczególny charakter i, co za tym idzie, nie mogą być należycie wykonywane przez ludzi pozbawionych pewnych specjalnych uzdolnień; przykładem mogą tu być pewnego typu przyjemności artystyczne o elitarnym charakterze albo też sprawowanie funkcji w rządzie i wygłaszanie politycznych ocen na temat spraw życia publicznego. Niegdyś te szczególnego rodzaju czynności wykonywane były przez mniejszość o odpowiednich

kwalifikacjach lub przynajmniej przez mniejszości, które przypisywały sobie posiadanie tych kwalifikacji. Masy nie starały się ingerować w te zagadnienia; były bowiem świadome tego, że chcąc wziąć w nich udział, musiałyby, zgodnie z naturą rzeczy, zdobyć owe szczególne zdolności, a tym samym przestałyby być masą. Znały swą rolę i miejsce w zdrowej dynamice społecznej.

 

Dziś masa miażdży na swojej drodze wszystko to, co jest inne, indywidualne, szczególne i wybrane. Kto nie jest taki sam jak wszyscy, kto nie myśli tak samo jak wszyscy, naraża się na ryzyko eliminacji. Oczywiście, „wszyscy” to wcale nie „wszyscy”. Normalnie rzecz biorąc „wszyscy” to całość, na którą składają się masy i wyróżniające się pewnymi szczególnymi cechami mniejszości. Obecnie wszyscy to tylko masa.

Taka właśnie jest straszliwa prawda o naszych czasach, przedstawiona brutalnie i bez osłonek.

 

***

 

Przedstawione wyżej tło społeczne nie jest mojego pióra* (pewnie co drugi z czytających to narodowców tej uwagi nie zauważy), ale też nie jest najświeższej daty (pochodzi z roku 1930) – bo też to rozważania filozofa, nie polityka; jeśli chodzi o politykę – przytaczałem tu wcześniejsze o dekadę słowa Piłsudskiego (z listu do Dmowskiego w 1918 r.): ponieważ ogół społeczeństwa jest politycznym niemowlęciem, więc konkurencja [polityczna] musi dostosować swe metody do tego poziomu. Stąd spekulacja na najbardziej prymitywne i naiwne odruchy masy, stąd zapominanie o interesach całości państwa – jest regułą i normą, a deklaracja o Ojczyźnie frazesem, z którym działalność deklamujących stoi w najzupełniejszej sprzeczności. Dopełniają one zasadnie poniższe tytułowe rozważania:

I.Przekrój społeczny III.RP

Gwałt, jaki okrągłostołowe elity zadały masom społecznym dotyczył absolutnych podstaw, z których każda miała decydujący wpływ na ich egzystencję: materialną, intelektualną i ideową, w każdej z nich czyniąc niedającą się do dziś zasypać przepaść „klasową”; w największym skrócie można by ją określić jako pauperyzację, niedokształcenie, upadek autorytetu państwa – powstałe elity zagarnęły dla siebie wszelkie ścieżki awansu, a będąc pewne swojej wyłączności politycznej straciły kontakt ze społeczeństwem; w dodatku okazało się, że – dzięki gwałtownemu rozwojowi informatycznemu – mogło ono bez trudu przekonać się, iż „król jest nagi”, malowany, niewiele się różniący od tłumu, zatem zajmujący swe eksponowane miejsce nie dzięki specjalnym talentom, tylko, kolokwialnie rzecz ujmując „na rympał” .

II.Masy społeczne znalazły się więc w tej samej sytuacji, co w przedrewolucyjnej Hiszpanii, Włoszech przed Mussolinim, czy Niemczech weimarskich: głodne dosłownie i w przenośni (tj. pozbawione opieki państwa). Ich bunt wywołał znany dalszy ciąg, przy czym miał on też wspólnego wroga: „internacjonalizm” (ten zaś Kościół).

Dziś – w Polsce – historia się powtarza (na razie jako farsa): zglajszachtowane masy domagają się „patriotyzmu” (także od Kościoła) zapominając, że państwa ich zachodnioeuropejskich poprzedników zawdzięczają swój obecny status łasce zwycięzców w wojnie, którą sami wywołali. To nie „ukochanie narodu” jest bowiem kluczem do powodzenia mas, a dbałość o los państwa, tej zaś masy ogarnąć nie mogą, gdyż społeczeństwo jest zawsze dynamicznym połączeniem dwu czynników: mniejszości i mas. Na mniejszość składają się osoby lub grupy osób charakteryzujące się pewnymi szczególnymi cechami. Natomiast masa to zbiór osób nie wyróżniających się niczym szczególnym. Masy to „ludzie przeciętni” – ale aspirując do nie swoich ról, stają się groźni dla interesu państwa, gdyż w ten sposób to, co było jedynie ilością, tłum, nabiera znaczenia jakościowego; staje się wspólną jakością, społeczną nijakością. Masy to zbiór ludzi nie wyróżniających się niczym od innych, będących jedynie powtórzeniem typu biologicznego.

III. Jest rzeczą oczywistą, wręcz banalną, że jeśli tłum tworzy się w normalny sposób, to u ludzi stanowiących go pojawiają się zbieżne dążenia, idee czy podobny styl życia. Mówi się często, że to samo dzieje się nieuchronnie z każdą grupą społeczną niezależnie od tego, jak elitarną chciałaby być. I rzeczywiście; ale jest jedna zasadnicza różnica: w grupach, które nie są tłumem czy masą, rzeczywiste podobieństwo ich członków wynika z jakichś wspólnych dążeń, wyznawania jakiejś wspólnej idei czy poszukiwania podobnego ideału, które to cele same w sobie przyciągają dużą liczbę ludzi. Dla powstania jakiejkolwiek mniejszości konieczne jest, by uprzednio każdy z jej członków wystąpił z tłumu, kierując się jakąś specjalną, stosunkowo indywidualną, racją. A zatem jego podobieństwo do innych członków mniejszości jest wtórne, jest faktem zaistniałym już po wyodrębnieniu się jednostek z tłumu, przez to samo zaś jest w dużej mierze podobieństwem w niepodobieństwie.

Masy zaś można zdefiniować jako zjawisko psychologiczne: nie musi to być koniecznie tłum złożony z indywidualnych jednostek. Możemy łatwo stwierdzić, czy dana osoba należy do masy czy nie. Masę stanowią ci wszyscy, którzy nie przypisują sobie jakichś szczególnych wartości – w dobrym tego słowa znaczeniu czy w złym – lecz czują się „tacy sami jak wszyscy” i wcale nad tym nie boleją, przeciwnie, znajdują zadowolenie w tym, że są tacy sami jak inni. Wyobraźmy sobie teraz człowieka skromnego, który próbując dokonać oceny własnej wartości, zadaje sobie pytanie, czy posiada jakieś szczególne zdolności, czy wybija się w jakiejkolwiek dziedzinie życia, po czym ostatecznie dochodzi do wniosku, że niestety żadnych szczególnych zdolności czy zalet nie posiada. Człowiek ten czuje się szary, bezbarwny i skrzywdzony przez los, ale nie czuje się „masą”. Tymczasem – kiedy się mówi o „wybranych mniejszościach”, często zniekształca się znaczenie tego określenia nie dostrzegając tego, że człowiek wybrany to nie ktoś butny i bezczelny uważający się za lepszego od innych, lecz ten, który wymaga od siebie więcej niż inni, nawet jeśli nie udaje mu się samemu tych wymagań zaspokoić. Nie ulega wątpliwości, że to właśnie jest najbardziej podstawowym kryterium podziału ludzkości na dwa typy osobników: tych, którzy stawiają sobie duże wymagania, przyjmując na siebie obowiązki i narażając się na niebezpieczeństwa i tych, którzy nie stawiają sobie samym żadnych specjalnych wymagań, dla których żyć, to pozostawać takim, jakim się jest, bez podejmowania jakiegokolwiek wysiłku w celu samodoskonalenia. To ci drudzy są masą.

IV.Tu jednak pojawia się problem, który został wyrażony na wstępie: na ile ci „wybrani” spełniają kryteria bycia „przewodnikami mas”? Gdzie chcą prowadzić państwo?

Odpowiedź dały poprzednie wybory: donikąd. A Narodowcy? Jaki mają plan, jaką receptę? – nie wiemy, znamy tylko efekt historycznych „osiągnięć” ich poprzedników (ale też ich „internacjonalistycznych” rywali – dziś eurokratów).

Narodowcy powołują się na patriotyzm zapominając, że Ojczyzna to państwo, nie naród: utrata państwowości to klęska narodu; to już Lepper był od nich bardziej odpowiedzialny, zatem…

V.Tak długo, jak w tym patriotycznym pustosłowiu będzie się (z widoczną gołym okiem ochotną pomocą antypolskiej agentury) szermowało pojęciem „naród” – zamiast mówienia o Ojczyźnie – tak długo masy społeczne będą ogłupiane tą bezmyślną podmianką, narażającą interes kraju na, absolutnie niesłuszne i wbrew intencjom Narodowców, zarzuty o faszyzm; wyjście z tej sytuacji jest jedno: zmiana szyldu – nikt bowiem nie może uzurpować sobie prawa do reprezentowania narodu, tak jak nikt do prawa działania dla dobra Ojczyzny; kto myśli (i próbuje działać) inaczej jest jej fałszywym poplecznikiem.

VI.Na koniec niezbędna uwaga porządkująca: „państwo” uważa się (słusznie) za aparat przymusu; nie oznacza to jednak, że ma ono być opresyjne – i na tym właśnie zasadza się różnica między nim, a Ojczyzną („Matką”); patriotyzm winien odwoływać się więc do „dobrego (przyjaznego dla jego obywateli) państwa”, gdyż nie jest on „historią narodową”, a ustawicznym wysiłkiem – państwo trzeba nieustannie doskonalić! Jakoś nie widać w tym względzie propozycji Narodowców, a przecież mogliby przedstawić swoim sympatykom maksymę JFK: Nie pytaj, co twój kraj może zrobić dla ciebie; zapytaj, co ty możesz zrobić dla swojego kraju; tymczasem partyjniactwo i tu wysysa siły niezbędne do przydawania pomyślności Ojczyźnie – trzy lata „działania” opozycji pokazuje nam aż nadto, kim ona jest, a aż zbyt wielu Narodowców zdaje się podążać równoległą do niej drogą…

*José Ortega y Gasset, La rebelion de las masas; stamtąd taki smaczek:

Człowiek, który przypisuje sobie prawo posiadania własnego zdania na jakiś temat, nie zadając sobie uprzednio trudu, by go przemyśleć, jest doskonałym przykładem owego niezmiennego i absurdalnego sposobu bycia człowiekiem, który nazwałem „zbuntowaną masą”.

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s