historia/polityka/top 10

Dzielny jak Prezydent Mościcki

1926-1939. Czas świetności Prezydenta Mościckiego co to jako rewolucjonista z czasów PPS Piłsudskiego już minął.

Related image

Wojciech Lada, „Polscy terroryści” | Literatura at Culture.pl

culture.pl770 × 529Search by image

Na zdjęciu: przywódcy Polskiej Partii Socjalistycznej w Londynie. Od lewej: Ignacy Mościcki, Bolesław Jędrzejowski, Józef Piłsudski, Aleksander Dębski; stoją Bolesław Miklaszewski i Witold Jodko–Narkiewicz, 1896 rok

Wojciech Lada, „Polscy terroryści”

W głośnym zamachu na pociąg w Bezdanach bierze udział Piłsudski i trzech późniejszych premierów Polski. Przyszły prezydent Mościcki konstruuje bomby. Zwykli robotnicy zabijają po godzinach pracy. Porywają się na najbardziej brawurowe akcje – uwiecznione na rysunkach i zdjęciach z epoki.

Działali w konspiracji. Wtapiali się w tłum. Uderzali z zaskoczenia. Przeprowadzali zamachy na najbardziej bezwzględnych rosyjskich przywódców, strzelali do carskiej policji. W domach produkowali bomby, ukrywali broń, spiskowali pod nosem zaborcy. Uważali się za bojowników, rewolucyjnych mścicieli. Dziś trzeba by ich nazwać terrorystami. Choć celem ich ataków byli przede wszystkim umundurowani przedstawiciele władz zaborczych, ginęli w nich również niewinni ludzie. Poznajcie członków Organizacji Bojowej (1904–1911) i Frakcji Rewolucyjnej PPS (1906–1914; od sierpnia 1909 ponownie jako PPS). „Polscy terroryści” Wojciecha Lady to opowieść o nietuzinkowych ludziach i trudnych czasach – od ostatnich lat XIX wieku do odzyskania przez Polskę niepodległości.

Na zdjęciu: przywódcy Polskiej Partii Socjalistycznej w Londynie. Od lewej: Ignacy Mościcki, Bolesław Jędrzejowski, Józef Piłsudski, Aleksander Dębski; stoją Bolesław Miklaszewski i Witold Jodko–Narkiewicz, 1896 rok
Na zdjęciu: przywódcy Polskiej Partii Socjalistycznej w Londynie. Od lewej: Ignacy Mościcki, Bolesław Jędrzejowski, Józef Piłsudski, Aleksander Dębski; stoją Bolesław Miklaszewski i Witold Jodko–Narkiewicz, 1896 rok, z archiwum ilustracji „Ilustrowanego Kuryera Codziennego” za pośrednictwem Narodowego Archiwum Cyfrowego

Z końcem XIX wieku Londyn stał się politycznym azylem dla prześladowanych przez carat działaczy PPS-u, jednak Albion nie był przyjazny dla naszych spiskowców, choć tam przynajmniej byli wolni od inwigilacji Ochrany. Emigracyjne siedziby były bezpieczne, ale zarazem bardzo ubogie. Kto nie był zamożny z domu, na obczyźnie nie radził sobie zwykle najlepiej.

Fotografia portretowa Ignacego Mościckiego, z archiwum ilustracji "Ilustrowanego Kuryera Codziennego" za pośrednictwem Narodowego Archiwum Cyfrowego
Fotografia portretowa Ignacego Mościckiego, z archiwum ilustracji „Ilustrowanego Kuryera Codziennego” za pośrednictwem Narodowego Archiwum Cyfrowego

Ignacy Mościcki, wybitny chemik, naukowiec, wynalazca i przyszły prezydent, był konstruktorem bomb i… niedoszłym zamachowcem samobójcą. Wraz ze współspiskowcem Michałem Zielińskim planował zamach na warszawskiego generał–gubernatora Josifa Hurko. Dowiedziawszy się o odkryciu spisku przez carskie władze, w lipcu 1892 roku uciekł wraz z żoną do Londynu, gdzie przebywał przez pięć lat, studiując m.in. w Technical College w Finsbury i w Patent Library. Niestety zupełnie sobie nie radził w praktycznym życiu na obczyźnie. Jak wspominał: „Starania moje o posadę trwały dość długo, zanim uznałem je za beznadziejne. Wreszcie posiadany zapasik pieniędzy zupełnie się wyczerpał. […] Posiadaliśmy jeszcze zapas węgla i trochę ziemniaków, na chleb jednak pieniędzy brakło”. Przyszły prezydent został więc producentem… kefiru. Próbował również swoich umiejętności jako fryzjer.

 

Fotografia portretowa Ignacego Mościckiego, z archiwum ilustracji "Ilustrowanego Kuriera Codziennego" za pośrednictwem Narodowego Archiwum Cyfrowego.
Fotografia portretowa Stefana Okrzei, Cyfrowa Biblioteka Narodowa Polona

Bomby często nie wybuchały, albo rzucane były tak nieudolnie, że więcej ran odnosił zamachowiec niż ofiara, która zresztą zazwyczaj zamach przeżywała. Tak właśnie wpadł Stefan Okrzeja. Rzucił ładunek wybuchowy do cyrkułu na warszawskiej Pradze, lecz wybuch poszarpał go i oszołomił. Na wpół przytomny Okrzeja usiłował uciekać, ale pomylił kierunki. Został szybko złapany, skazany na śmierć i powieszony na stokach Cytadeli Warszawskiej 21 lipca 1905 roku. Stefan Okrzeja stał się legendą bojowników o niepodległość. W 1920 roku wydawano nawet pocztówki z jego wizerunkiem oraz napisem: „Cześć męczennikowi!”.

Stefan Okrzeja, z archiwum ilustracji "Ilustrowanego Kuriera Codziennego" za pośrednictwem Narodowego Archiwum Cyfrowego
„Zamach dynamitowy na Woli” na łamach „Nowości Illustrowanych”, Kraków, 1 kwietnia 1905

Dynamit był jedną z najczęściej używanych broni zamachowców z Organizacji Bojowej PPS. O ataku dynamitowym na Woli pod Warszawą z końcem marca 1905 roku, pisały krakowskie „Nowości Ilustrowane”. Na stronie tytułowej – jak zawsze w podobnych okolicznościach – dały sugestywną ilustrację, wewnątrz numeru wzmocnioną opisem: „Gdy tumany dymu i kurzu upadły – zgrozą przejmujący widok przedstawił się oczom przechodniów. Wszyscy szeregowcy z patrolu strasznie pokaleczeni, leżeli we własnej krwi na ziemi. Z potrzaskanymi rękami i nogami, z zmasakrowanymi twarzami wili się z bólu, rzężąc w ostatnim konaniu”.

 

"Zamach dynamitowy na Woli" na łamach "Nowości Illustrowanych", Kraków, 1 kwietnia 1905
Rysunki poglądowe z broszury szkoleniowej wydawanej przez PPS

Nieudane akcje, które kończyły się śmiercią młodych bojowników, uświadomiły Piłsudskiemu potrzebę zorganizowania szkoleń. Nauczanie obejmowało między innymi posługiwanie się bronią, konstruowanie ładunków wybuchowych czy walki uliczne. Wkrótce instrukcje szkoleniowe zostały wydane również drukiem. Broszura zawierała informacje – wraz ze stosownymi rysunkami technicznymi – nie tylko jak się posługiwać bronią, ale także szkoliła w sabotażu. Z kolejnych rozdziałów można było się dowiedzieć, jak niszczyć zbrojne wyposażenie wojska rosyjskiego: „Niszczenie karabinu”, „Niszczenie maszynowych karabinów”, „Niszczenie armat”, „Niszczenie armat za pomocą materiałów wybuchowych”.

Walery Sławek, fot. materiały prasowe wydawnictwa
Fotografia portretowa Walerego Sławka, 1905 rok, z archiwum ilustracji „Ilustrowanego Kuryera Codziennego” za pośrednictwem Narodowego Archiwum Cyfrowego

Walery Sławek, przyszły trzykrotny premier II Rzeczpospolitej, był legendą PPS-u. Jeszcze przed stworzeniem Organizacji Bojowej zapisał się w historii partii jako pomysłowy uciekinier z więzienia w Sieradzu (18 grudnia 1903 roku). Za więziennym murem, w części przylegającej do prywatnego ogrodu, przymocowano do pnia drzewa drabinkę sznurową i ukryto ją w zaroślach. Drugi koniec drabinki zakończony był drucikiem z kamyczkiem, który został przerzucony przez mur więzienia. Po odwróceniu uwagi strażników Sławek przeciągnął drabinkę na drugą stronę więziennego muru i wspiął się po niej. Klucząc po okolicznych lasach, zmarznięty i głodny dotarł wreszcie do Warszawy, gdzie zajął się tworzeniem Organizacji Bojowej.

Na zdjęciu: miejsce zamachu Dzierzbickiego, cukiernia przy ulicy Miodowej po wybuchu bomby, 19 maja 1905 roku
Na zdjęciu: miejsce zamachu Dzierzbickiego, cukiernia przy ulicy Miodowej 19 maja 1905 roku, dzień po wybuchu bomby

Tylko jeden bojowiec PPS-u odważył się na zamach samobójczy – młody inżynier Tadeusz Dzierzbicki. Po śmierci młodszego brata w manifestacji postanowił zabić generał–gubernatora Konstantego Maksymowicza. 18 maja 1905 roku zamachowiec usiadł przy kawie na werandzie cukierni Vincentiego przy ul. Miodowej 4. Miał skonstruowaną przez siebie bombę, którą w odpowiedniej chwili zamierzał rzucić w przejeżdżającego carskiego dostojnika. Do cukierni weszło jednak dwóch agentów policji, którzy od razu zwrócili uwagę na nieznajomego z zawiniątkiem. Kiedy zbliżali się do niego, Dzierzbicki strącił paczkę z blatu stolika. Ładunek eksplodował. Na miejscu zamachu poza zmasakrowanymi szczątkami zamachowca i dwóch agentów odnaleziono także czwarte zwłoki, przypadkowego mężczyzny. Poważnie ucierpiało też kilka innych niewinnych osób. Maksymowicz umarł śmiercią naturalną w 1916 roku.

"Spełnienie wyroku śmierci przez P.P.S." na łamach "Nowości Ilustrowanych", Kraków, 26 maja 1906
„Spełnienie wyroku śmierci przez P.P.S.” na łamach „Nowości Ilustrowanych”, Kraków, 26 maja 1906

Jednym z głównych motywów zamachów była zemsta za okrutne, uwłaczające godności ludzkiej traktowanie Polaków przez zaborców. O atakach na najbardziej znienawidzonych przedstawicieli carskiej policji rozpisywano się szeroko w prasie, szczególnie w polskich pismach wychodzących oficjalnie w zaborze austriackim, gdzie panowała względna liberalizacja i nie dochodziło do równie gwałtownych ataków na przedstawicieli obcej władzy. Na terenach zajętych przez Rosję i Prusy wiadomości o zbrojnych akcjach bojowców kolportowane były nielegalnie, za pomocą tzw. bibuły.

"Bomby w cyrkule policyjnym" na łamach "Nowości Illustrowanych", Kraków, 25 sierpnia 1906
„Bomby w cyrkule policyjnym” na łamach „Nowości Illustrowanych”, Kraków, 25 sierpnia 1906

Bomby, obok browningów oraz dynamitu, okazały się być najskuteczniejszą bronią „polskich terrorystów”. Ich „zaletą” była nie tylko nie tylko siła rażenia, ale również rola psychologiczna, jaką odgrywały – stanowiły prawdziwą manifestację siły.

Na zdjęciu: pieczątka partyjna Polskiej Partii Socjalistycznej (Frakcji Rewolucyjnej)

Członkowie Frakcji Rewolucyjnej, czyli „Fraki”, kontynuowali działalność bojówek PPS-u po rozłamie partii w 1906 roku. Pieniądze na prowadzenie rewolucyjnej działalności „odzyskiwano” od okupanta w kasach sklepów monopolowych, a także w dyliżansach i pociągach pocztowych przewożących większe ilości gotówki. Tylko w 1905 roku dokonano 246 takich napadów, co wzbogaciło partyjną kasę o blisko 16 tysięcy rubli. Wraz z nimi pojawiły się broń, materiały wybuchowe i z roku na rok coraz bardziej profesjonalne laboratoria do wyrobu bomb. Na miejscu ekspropriacji – którą druga strona nazywała kradzieżą – bojowcy pozostawiali pokwitowanie podbite partyjną pieczątką.

"Zamach na pociąg pocztowy" na łamach "Nowości Illustrowanych", Kraków, 17 listopada 1906
„Zamach na pociąg pocztowy” na łamach „Nowości Ilustrowanych”, Kraków, 17 listopada 1906

Zuchwałe i niebezpieczne napady na pociągi pocztowe zapisały się w historii jako wizytówka PPS-u. Jedną z ich najważniejszych akcji był atak na pociąg rządowy (przewożący duże ilości gotówki pod specjalnym nadzorem) pod Bezdanami 26 września 1908 roku. Przeszła do legendy jako jedyna akcja bojówki, w której brał udział Józef Piłsudski. Poza tym uczestniczyli w niej naprawdę najwybitniejsi bojowcy, jak Edward Gibalski, Józef Kobiałko, Aleksander Lutze-Birk i wreszcie trzech późniejszych polskich premierów: Tomasz Arciszewski, Walery Sławek i Aleksander Prystor. Okrzyczana akcja była zarazem przeprowadzona szokująco nieporadnie. Piłsudski tłumaczył później: „Męczyła mnie ogromnie niewyraźność stosunków […]: nie byłem wyraźnie wyznaczonym dowódcą. Wskutek tego nie chciałem wchodzić w rozmowy co do roli, jaką poszczególni ludzie odgrywać będą”. Na ilustracji: wyobrażenie jednej z największych akcji bojowych przeprowadzonych przez Organizację Bojową PPS. 8 listopada 1906 na stacji w Rogowie dowodzeni przez Józefa Montwiłł-Mireckiego bojowcy zaatakowali pilnie strzeżony konwój pocztowy, przewożący duże sumy pieniądzy i papiery wartościowe.

 

Fotografia portretowa Ksawerego Franciszka Praussa, z archiwum ilustracji "Ilustrowanego Kuryera Codziennego" za pośrednictwem Narodowego Archiwum Cyfrowego
Fotografia portretowa Ksawerego Franciszka Praussa, z archiwum ilustracji „Ilustrowanego Kuryera Codziennego” za pośrednictwem Narodowego Archiwum Cyfrowego

Ksawery Franciszek Prauss, późniejszy senator II RP, w czasie swojej działalności w konspiracji niepodległościowej był znanym przemytnikiem bibuły. Jego żona Zofia słynęła z niemniejszej brawury i poświęcenia dla walki z rosyjskim oprawcą. Kobiety walczące nie tyle „z bronią w ręku”, ile „z bronią pod spódnicą”, z natury rzeczy były mniej narażone na rewizje. Władysław Dehnel wspominał: „Najbardziej pakownymi były towarzyszki chude i wysokie. Tak np. tow. Morawiecka była najpakowniejszą towarzyszką, jaką znałem. Mąż jej mówił, że jego żona nabiera kształtów, gdy ma na sobie pud (ok. 16 kg) bibuły”.

"Zamach na pociąg pocztowy" na łamach "Nowości Illustrowanych", Kraków, 17 listopada 1906
„Zamach na policmajstra” na łamach „Nowości Illustrowanych”, Kraków, 29 grudnia 1906

Zamach na Anatoliusza Ulicha (16 maja 1909) był jednym z wielu ataków na policmajstrów. Stanisław Andrzej Radek opowiadał: „Bojowcy zajęli pozycje w pobliżu gmachu guberni. Nie czekali długo, gdyż zaraz ukazał się Ulich w tradycyjnej asyście [ośmiu żandarmów]. Naprzeciw niego wysunął się ‚Henryk’ i z odległości pięciu kroków, jednym celnym strzałem położył go trupem na miejscu. Nim policjanci, idący za Ulichem, zorientowali się, co mają czynić, rozstawieni bojowcy rozproszyli ich strzałami na wszystkie strony.” Brawurowym egzekutorem był szef oddziału bojowego Władysław „Henryk” Bartniak. Trzech policjantów zginęło, wszyscy bojowcy, w tym dwóch rannych, przeżyli. Prasa szeroko rozpisywała się o spektakularnych akcjach bojówek PPS-u – jedną z nich było zabicie łódzkiego policmajstra Hilarego Chrzanowskija. Tak tę akcję wyobraził sobie ilustrator.

Na zdjęciu: Michał Halicz jako Rewolucjonista wraz dwoma nierozpoznanymi aktorami w jednej ze scen filmu
Na zdjęciu: Michał Halicz jako Rewolucjonista wraz dwoma nierozpoznanymi aktorami w jednej ze scen filmu

Jedną z najbardziej brawurowych akcji „polskich terrorystów” było odbicie dziesięciu więźniów z Pawiaka 24 kwietnia 1906 roku. Dowodził nią Jan Gorzechowski ps. Jur, późniejszy oficer Legionów, dyrektor Departamentu Bezpieczeństwa MSW, a przy okazji drugi z kolei mąż Zofii Nałkowskiej. „Uprowadzenie więźniów z Pawiaka!” – grzmiał następnego dnia po fakcie „Kurier Warszawski”. O akcji wkrótce mówiła cała Europa; stała się inspiracją do powstania filmu „Dziesięciu z Pawiaka” w reżyserii Ryszarda Ordyńskiego.

Na zdjęciu: ulotka kolportowana przez PPS
Na zdjęciu: ulotka kolportowana przez PPS

Brawurowo przeprowadzona akcja wymagała zresztą od bojowców aktorskich umiejętności. Przebrani w specjalnie na tę okazję uszyte mundury carskich żandarmów wraz ze znakomicie podrobionymi dokumentami, zjawili się w więzieniu przy Pawiej, żądając wydania dziesięciu więźniów, których mają rozkaz przewieźć do Cytadeli. Ich dowódca (Jur) wcielił się w rolę znudzonego zleconym zadaniem barona von Budberga. Przeplatał kilka rosyjskich zwrotów niemieckimi, bo też Niemcy w carskiej służbie rzadko byli poliglotami. Służba więzienna prężyła się przed nim na baczność. Po brutalnym wtłoczeniu wydanych więźniów do furgonu, nieśpiesznie opuścili Pawiak. Chwilę później eskortujący więźniów żandarmi wyciągnęli spod mundurów nowiutkie brauningi i, śmiejąc się, rozdali je więźniom.

Wojciech Lada – dziennikarz, publicysta. Zajmuje się historią, muzyką i literaturą. Najdłużej związany z „Życiem Warszawy”, ale jego teksty można znaleźć również w tygodnikach opinii, pismach i portalach muzycznych, ale także na łamach miesięczników o tematyce historycznej. „Polscy terroryści” to jego druga książka. Wcześniej, wraz z Jerzym Skoczylasem, napisał „Wielkie ucieczki” (2010), pracę poświęconą najbardziej spektakularnym ucieczkom w czasach PRL.

 

Wojciech Lada
„Polscy terroryści”
Wydawnictwo Znak Horyzont, Kraków 2014
wymiary: 145 x 218 mm
oprawa: twarda
liczba stron: 368
ISBN 978–83–240–3024–8

 

Autor: Janusz R. Kowalczyk, listopad 2014.

Miałem w ręku dokumenty podpisane ręką Prezydenta Mościckiego. Nominacje, odwołania. Ciekawa jest ta żywa historia. Sanacja rządziła, dopóki umawiające się strony kolejnych zaborców Niemcy nazistowskie i Rosja bolszewicka oraz „Sprzymierzeńcy” na to pozwoliły.

Related image

http://www.polskieradio.pl/39/156/Artykul/752846,Roman-Dmowski-%E2%80%93-przeciwnik-Pilsudskiego

Roman Dmowski – przeciwnik Piłsudskiego

ostatnia aktualizacja:02.01.2017 06:01
„Można było nie zgadzać z jego ideologią, ale niepodobna nie uznać, że kierował się najszczerszymi intencjami służenia narodowi” – tak o Romanie Dmowskim pisano w przedwojennym „Zielonym Sztandarze”.
AUDIO

3 pliki

  • 07’03

    Wypowiedź Tadeusza Bieleckiego, prezesa Stronnictwa Narodowego na emigracji o Romanie Dmowskim z okazji rocznicy śmierci twórcy endecji oraz życzenia dla rodaków na progu nowego tysiąclecia dziejów. (PR, 24.02.1967)
  • 30’15

    Roman Dmowski – audycja Polskiego Radia z cyklu „Postacie XX wieku”. (PR, 7.02.1995)
  • 02’41

    „Nieznane o znanych” – historyk prof. Paweł Wieczorkiewicz przybliża sylwetkę Romana Dmowskiego. Jaki był naprawdę? (PR, 2007)
Roman Dmowski
Roman DmowskiFoto: Andy king50/wikipedia

2 stycznia 1939 zmarł Roman Dmowski – polski polityk, publicysta, Minister Spraw Zagranicznych, poseł na Sejm Ustawodawczy RP oraz II i III Dumy rosyjskiej. Był twórcą Narodowej Demokracji oraz politycznym przeciwnikiem Józefa Piłsudskiego. Jeden z najwybitniejszych, a zarazem najbardziej kontrowersyjnych polityków w naszej historii najnowszej.

W opozycji do Piłsudskiego

Na początku XX wieku, gdy Polska jeszcze marzyła o „wybiciu się na niepodległość’, starły się ze sobą dwie koncepcje wizji przyszłego wolnego państwa, stworzone przez dwóch wielkich Polaków – Józefa Piłsudskiego i Romana Dmowskiego. Myśl pierwszego z nich oparta była na romantycznych wspomnieniach o I Rzeczpospolitej – kraju wielu narodów, oraz na wierze w możliwość wywalczenia niepodległej Polski orężem. Jej podstawę stanowiła historia i tradycja. Druga koncepcja państwa była chłodną kalkulacją, trzeźwą oceną sytuacji, odwołaniem do więzów etnicznych i nowej formuły narodu.

Choć ostatecznie dzisiejsza Polska bliższa jest marzeniom Romana Dmowskiego, jego postać nie jest tak znana jak jego politycznego rywala. Natomiast stworzone przez niego podstawy ideologii endecji budzą nieustannie wielkie kontrowersje.

Posłuchaj archiwalnych audycji o Romanie Dmowskim w serwisie – Radia Wolności >>>

Działalność polityczna

Roman Dmowski urodził się 9 sierpnia 1864 we wsi Kamionek niedaleko Warszawy (współcześnie jest to część warszawskiej Pragi) w niezamożnej rodzinie drobnoszlacheckiej. Ukończył III Gimnazjum Warszawskie, a następnie wstąpił na Wydział Matematyczno-Fizyczny Uniwersytetu Warszawskiego, gdzie w 1891 roku po złożeniu rozprawy „Przyczynek do morfologii wymoczków włoskowatych” otrzymał stopień kandydata nauk przyrodniczych.

Aktywność polityczna

Jeszcze w czasie studiów zaangażował się w działalność polityczną. Od 1888 roku należał do ZET-u, koła organizacji młodzieży patriotycznej, a od roku następnego działał w Lidze Polskiej, skupiającej niepodległościowe środowisko krajowe i emigracyjne. Już wtedy zarysowały się jego silne tendencje antysocjalistyczne. W roku 1893 dokonał przewrotu w Lidze Polskiej zakładając własną organizację – Ligę Narodową, mającą ściślej zarysowany program polityczny.

Swoje poglądy Dmowski przedstawiał w licznych artykułach publikowanych na łamach „Głosu”, „Czasu”, a od 1895 „Przeglądu Wszechpolskiego” oraz broszurach („Nasz patriotyzm”) i większych publikacjach („Myśli nowoczesnego Polaka”, „Polityka polska a odbudowa państwa”, „Niemcy Rosja i kwestia Polska”, „Kościół, naród, państwo”). W latach 1906-1909 sprawował mandat posła w rosyjskiej Dumie.

Sukces dyplomatyczny

Gdy wybuchła wojna, Dmowski wyjechał na zachód, gdzie jako prezes Komitetu Narodowego intensywnie angażował się w działalność na rzecz odzyskania przez Polskę niepodległości, doprowadzając m.in. do utworzenia we Francji Armii Polskiej, będącej zalążkiem przyszłych sił zbrojnych II RP. Razem z Ignacym Paderewskim położył również nieocenione zasługi w negocjacjach z wielkimi mocarstwami, doprowadzając 28 czerwca 1919 do podpisania traktatu wersalskiego, uznającego prawo Polaków do niepodległego państwa.

Członkowie

Na zdjęciu: Członkowie komisji Ligi Narodów na konferencji pokojowej w Paryżu w 1919 roku, Roman Dmowski – drugi od lewej w górnym rzędzie, fot. Garitan, Wikipedia/dp

W II RP, w roku 1923 sprawował funkcję ministra spraw zagranicznych w rządzie Chjeno-Piasta, w 1926 powołał do życia Obóz Wielkiej Polski, organizację endecką pozostającą w stałym konflikcie ze stronnictwem sanacyjnym. W 1928 roku z kolei utworzył Stronnictwo Narodowe.

Wybór sprzymierzeńca

O jakiej Polsce Roman Dmowski marzył i gdzie upatrywał szans na odzyskanie niepodległości? Jakie były główne założenia polskiej endecji i dlaczego do dziś pozostają poglądami budzącymi tyle sporów?

Przede wszystkim Dmowski przed I wojną światową przyszłość naszego kraju i nadzieję na autonomię widział w sojuszu z Rosją, angażując się po stronie ruchu neoslawistycznego. Skrzętnie ukrywał hasła wolnościowe, aby tym samym nie zrazić wschodniego mocarstwa do pomysłu odbudowy państwa polskiego – po latach sam pisał, że aby osiągnąć swój cel musiał „fraternizować z bydłem”. Mimo to swą postawą przysporzył sobie wielu wrogów – często uważany za lojalnego sługę zaborcy, oskarżany był o zdradę. W przeciwieństwie do Józefa Piłsudskiego niezwykle obawiał się zagrożenia ze strony Niemiec, które postrzegał jako państwo silniejsze pod względem cywilizacyjnym, mogące zniszczyć polską kulturę.

Idee narodowościowe

Jego wizja odbudowanej już Polski opierała się na asymilacji narodowej. Będąc pragmatykiem, twierdził że koncepcja Rzeczpospolitej jako federacji złożonej z wielu egzystujących obok siebie narodów, jest po 123 latach niewoli nierealna. Dostrzegał świadomość własnej tożsamości Litwinów, Ukraińców, Białorusinów i Żydów oraz ich tendencje separatystyczne, mogące w przyszłości zagrozić jedności młodego i słabego jeszcze państwa polskiego. Dlatego też nie chciał dla Polski granic szeroko rozciągających się na wschód, ani nie widział miejsca dla mniejszości narodowych w odbudowanym kraju. Zakładał polonizację ludności znajdującej się w granicach RP, szczególnie skrajne były jego poglądy antysemickie.

Dmowski głosił również tzw. egoizm narodowy – jego zdaniem należało realizować cele całego narodu nawet kosztem pogwałcenia zasad etycznych, kosztem dobra jednostki. Poglądy nacjonalistyczne stały się wyjściem dla licznych oskarżeń ideologa endecji o kreowanie polskiego faszyzmu. Promowanie założeń Romana Dmowskiego miało duży wpływ na niekorzystne stosunki władz II RP z mniejszościami narodowymi (stanowiącymi ok. 35 proc. społeczeństwa), a także przyczyniło się do pogłębienia wzajemnej niechęci Polaków i Żydów.

kk/mk

 

Od roku 1939 pozostało już życie domowe z Marią Dobrzańską-Mościcką.

Related image

Poemas del río Wang: Return of saints

riowang.blogspot.com784 × 480Search by image

Prezydent rp ignacy mościcki w otoczeniu osób biorących udział w spotkaniu w spale widoczni m in od lewej ojciec maksymilian kolbe 1 wojciech alojzy świętosławski 3 abp stanisław gall 4 maria mościcka prezydent rp juliusz poniatowski
Image result for Mościcki

Warszawa huczy od plotek o wieloletnim romansie. Elita na rautach złośliwie żartuje sobie, że prezydent przechodzi specjalną kurację hormonalną, by zadowolić o 28 lat młodszą partnerkę. Choć w II Rzeczypospolitej roiło się od skandali obyczajowych, ten był najgłośniejszy! W końcu dotyczył głowy państwa, Ignacego Mościckiego – który dopiero co owdowiał.

W sierpniu 1932 roku, po długiej chorobie zmarła Michalina z Czyżewskich Mościcka. Prezydent przeżył z nią 40 lat i miał czworo dorosłych już dzieci. Zgodę na tamten ślub musiał wydać sam papież – Michalina była bowiem jego bliską kuzynką.

Czy prezydent i sekretarka żony Maria Dobrzańska–Nagórna już wtedy mieli romans? Sama Maria Mościcka zapisała w swoich pamiętnikach, że prezydent „nie życzył sobie, aby było powiedziane, że ja Prezydenta przyciągnęłam do siebie, gdy było odwrotnie”. Mościcki o początkach tej miłości nigdy nie wspominał. Wiadomo tylko ze źródeł historycznych, że poznali się w Spale w 1927 roku, a dwa lata później – po rozwodzie – kobieta została sekretarką Pierwszej Damy.

Sama wspomina, że tuż po śmierci żony prezydenta, w Spale właśnie, prezydent poprosił ją by dalej prowadziła sekretariat. A już w listopadzie zwrócił się także z propozycją… małżeństwa. „Po trzech tygodniach wielkich wewnętrznych przeżyć, gdy Pan Prezydent przyszedł do sekretariatu po ostateczną odpowiedź, wyraziłam zgodę pod warunkiem, że do czasu ukończenia żałoby po Zmarłej Prezydentowej nie będzie to nikomu wiadome”” – napisała w swoich wspomnieniach.

Nie udało się. Mimo cichego ślubu na Zamku Królewskim, gdzie urzędował prezydent, plotki rozeszły się bardzo szybko. Opowiadano, że stary prezydent rozwodzi żonę swojego adiutanta – co nie było prawdą, bo dawno była po rozwodzie, także kościelnym. Że jeszcze nie ostygło ciało schorowanej małżonki i nie doszły kondolencje, a Mościcki już bierze się za młodszą i trzeba wysyłać ślubne gratulacje. Wreszcie, że prezydent przechodzi specjalną kurację hormonalną, by sprostać wymaganiom o wiele młodszej partnerki.

Ówczesny ambasador w Rzymie Alfred Wysocki po wizycie na Zamku w 1934 roku w swoich wspomnieniach opisał Marię Mościcką jako „niską, ze skłonnością do tycia brunetkę, z biustem wydatnym, o oczach słodkich i macierzyńskich”. W opinii pracowników Zamku stworzyła z prezydentem zakochane, niemal nie rozstające się małżeństwo.

Prezydent był jej drugim mężem

Maria Dobrzańska-Nagórna była stryjeczną siostrą słynnego majora Hubala. Mając 23 lata poślubiła oficera, Tadeusza Nagórnego. Ten jednak był typowym kobieciarzem. Gdy został adiutantem prezydenta, podczas jednej z wizyt w Poznaniu poznał dziewczynę, uwiódł i wziął od niej 30 tys. zł na urządzenie wspólnego mieszkania w stolicy. Słowem nie wspomniał, że jest żonaty. Sprawa wyszła na jaw, gdy zaniepokojona kobieta wysłała list do prezydenta dopytując czy jego adiutant może się rozchorował. Mościcki, obawiając się skandalu, zdymisjonował Nagórnego, a żona z nim się rozwiodła uzyskując u papieża unieważnienie małżeństwa.

Jak potoczyłyby się LOSY POLSKi gdyby Roaman DMOWSKI kształtowałby naszą drogę HISTORII.

Teraz powinniśmy być mądrzejsi. Co warte deklaracje w kontekście obchodów tragicznych losów Żołnierzy Niezłomnych (Wyklętych).

Prezydent Mościcki zmarł na wygnaniu w Szwajcarii. W czasie II Wojny Światowej nie zrobił NIC. Trawiony DEPRESJĄ ?. Los Polski zostaŁ przypięczętowany w Teheranie, Jałcie i Poczdamie.

TO WIELKA TRÓJKA zadecydowała o wszystkim.

A Polacy czekali ciągle WIOSNY.

Przesłany 17 lis 2009

Ten utwór został niedawno usunięty przez innego użytkownika więc postanowiąlem go wrzucić.

Jak nowa rezydencja carów,
Służba swe obowiązki zna,
Precz wysiedlono stąd Tatarów
Gdzie na świat wyrok zapaść ma.

Okna już widzą, słyszą ściany
Jak kaszle nad cygarem Lew,
Jak skrzypi wózek popychany
Z kalekim Demokratą w tle.

Lecz nikt nie widzi i nie słyszy,
Co robi Góral w krymską noc,
Gdy gestem wiernych towarzyszy
Wpaja swą legendarną moc

Nie miejcie żalu do Stalina,
Nie on się za tym wszystkim krył,
Przecież to nie jest jego wina,
Że Roosevelt w Jałcie nie miał sił.
Gdy się triumwirat wspólnie brał
Za świata historyczne kształty,
– Wiadomo kto Cezara grał –
I tak rozumieć trzeba Jałtę.

W resztce cygara mdłym ogniku
Pływała Lwa Albionu twarz:
Nie rozmawiajmy o Bałtyku,
Po co w Europie tyle państw?

Polacy? – chodzi tylko o to,
Żeby gdzieś w końcu mogli żyć…
Z tą Polską zawsze są kłopoty –
Kaleka troszczy się i drży.

Lecz uspokaja ich gospodarz
Pożółkły dłonią głaszcząc wąs:
Mój kraj pomocną dłoń im poda,
Potem niech rządzą się jak chcą.

Nie miejcie żalu do Churchilla,
Nie on wszak za tym wszystkim stał,
Wszak po to tylko był triumwirat,
By Stalin dostał to, co chciał.
Komu zależy na pokoju,
Ten zawsze cofnie się przed gwałtem –
Wygra, kto się nie boi wojen
I tak rozumieć trzeba Jałtę.

Ściana pałacu słuch napina,
Gdy do Kaleki mówi Lew –
– Ja wierzę w szczerość słów Stalina
Dba chyba o radziecką krew.

I potakuje mu Kaleka,
Niezłomny demokracji stróż:
Stalin, to ktoś na miarę wieku,
Oto mąż stanu, oto wódz!

Bo sojusz wielkich, to nie zmowa,
To przyszłość świata – wolność, ład –
Przy nim i słaby się uchowa,
I swoją część otrzyma… – strat!

Nie miejcie żalu do Roosevelta,
Pomyślcie ile musiał znieść!
Fajka, dym cygar i butelka,
Churchill, co miał sojusze gdzieś.
Wszakże radziły trzy imperia
Nad granicami, co zatarte:
– W szczegółach zaś już siedział Beria,
I tak rozumieć trzeba Jałtę!

Więc delegacje odleciały,
Ucichł na Krymie carski gród.
Gdy na Zachodzie działa grzmiały
Transporty ludzi szły na Wschód.

Świat wolny święcił potem tryumf,
Opustoszały nagle fronty –
W kwiatach już prezydenta grób,
A tam transporty i transporty.

Czerwony świt się z nocy budzi –
Z woli wyborców odszedł Churchill!
A tam transporty żywych ludzi,
A tam obozy długiej śmierci.

Nie miejcie więc do Trójcy żalu,
Wyrok historii za nią stał
Opracowany w każdym calu –
Każdy z nich chronił, co już miał.
Mógł mylić się zwiedziony chwilą –
Nie był Polakiem ani Bałtem…
Tylko ofiary się nie mylą!
I tak rozumieć trzeba Jałtę!
Jacek Kaczmarski
1984

Czy tak ma być obecnie. Przestrzega przed neo sanacją Grzegorz BRAUN !

http://polskaniepodlegla.pl/opinie/item/10652-tylko-u-nas-grzegorz-braun-polityka-poboznych-zyczen

Tylko u nas! Grzegorz Braun: Polityka pobożnych życzeń

Jak wynika z najnowszego raportu amerykańskiego Centrum Analiz Strategicznych i Budżetowych – w interesie Stanów Zjednoczonych leży, aby eskalacja wojenna w Europie Środkowej doprowadziła do zawarcia korzystnego kompromisu z Rosją. Czy polska krew, ruina majątkowa i upadek państwa mają po raz kolejny pieczętować sojusz mocarstw ponad naszymi głowami?

Aktualny obóz władzy w tej akurat kwestii na pewno ani o jotę nie różni się od poprzedniego – konsekwentnie dezinformuje Polaków w sprawach bezpieczeństwa narodowego. Pan minister obrony narodowej, uczestnicząc w ostatnich dniach w natowskiej konferencji w Monachium, znów wystąpił ochotniczo w roli rzecznika naszych sojuszników – by po raz nie wiedzieć już który zapewniać o ich niezłomnej determinacji „wypełnienia wszelkich zobowiązań”. Czy łudzi i mami tylko nas – czy również sam siebie? Czy zdaje sobie sprawę, jak bliski jest przejścia do historii jako ten, któremu udało się doprowadzić do tragifarsowej powtórki – wraz z całą grupą „rekonstruktorów”: on sam, Macierewicz – cień Rydza Śmigłego, Waszczykowski – pół Becka, Duda – ćwierć Mościcki – z rodziną Kaczyńskich na Wawelu jako kolektywnym echem i światłem odbitym ducha marszałka –? Któż im wszystkim dał prawo do uprawiania takich gier hazardowych – w których stawką jest już nie tylko suwerenność, ale i byt materialny, i sama nawet biologiczna substancja narodu?

Zarówno warszawski rząd, jak i belwederski prezydent nie mówią Polakom prawdy o potencjalnie tragicznej sytuacji geostrategicznej w obliczu całkiem już jawnych, wręcz manifestacyjnych i prowokacyjnych przygotowań do wojny – którą imperialni gracze z obu stron przymierzają się rozstrzygnąć naszym kosztem i na naszym terytorium. Co w świetle wielowiekowej praktyki jest zresztą oczywistością. Np. w tzw. wojnie północnej na początku XVIII w. znaczną część kampanii, bitew i potyczek w tym ciągnącym się kilkanaście lat konflikcie Polacy stoczyli sami ze sobą, umiejętnie napuszczani przez bardziej wyrachowanych graczy: Niemców (Sasów), Moskali i Szwedów. Nie znalazły się wówczas w ogniu walk ościenne stolice: Moskwa ani Petersburg, Berlin ani Drezno, o Sztokholmie nawet nie mówiąc – za to po zakończeniu działań wojennych na takim np. Mazowszu większości spustoszonych miast, miasteczek i wsi nie miał już nawet kto podnosić ze zgliszcz i ruin.

Analogie do współczesności są wbrew pozorom niepokojąco ścisłe. Gry wojenne i manewry prowadzone przez obie strony potencjalnego konfliktu mają scenariusze poniekąd symetryczne, stanowiące lustrzane odbicie – bowiem z Moskwy i z Waszyngtonu patrzy się na Polskę podobnie, jako na przyszły teatr wojny. Sztabowcy rosyjscy i amerykańscy, rzecz jasna, różnie typują zwycięzców – ale przecież pozostają zgodni co do wyboru strategicznych celów i najważniejszych kierunków uderzeń, których największe koszta ludzkie i materialne ponosić ma Polska. Z takich założeń wychodziły i do takich samych konkluzji zmierzały wszystkie ćwiczenia poligonowe przeprowadzane w ostatnich latach. Zarówno powtarzane w różnych wariantach ćwiczenia rosyjskie, jak i natowska „Anakonda” 2016 – wszystkie one kalkulują podobne elementy: „kocioł suwalski”, „twierdza Toruń”, bombardowanie Warszawy.

Kawę na ławę wyłożył nam goszczący ostatnio w Warszawie Philip A. Petersen z fundacji Potomac, który fachowo objaśniał w jednym z wywiadów: „Co więc muszą zrobić Rosjanie? Muszą okrążyć polską armię w północno-wschodnim kwadrancie kraju. Warszawa musi być bezpośrednio zagrożona atakiem. To oznacza, że Rosjanie muszą przekroczyć Bug, Narew oraz Wisłę. Są miejsca, gdzie łatwiej jest te rzeki przestąpić, i takie, gdzie jest to trudniejsze. Weźmy dolny odcinek Wisły. Płock i Toruń to miasta, które Rosjanie muszą zająć, bo znajdują się one na prawym, podwyższonym brzegu Wisły i bronią mostów”. Akurat Petersen dobrze wie, o czym mówi – w ostatniej dekadzie zimnej wojny uczestniczył wszak w opracowaniu tzw. Air Land Battle Concept, tj. koncepcji powstrzymania Sowietów zmasowanym kontruderzeniem atomowym – przede wszystkim na trasy domarszu prowadzące przez Polskę – musiał więc doskonale znać mapę naszego kraju z naniesionymi na nią celami dla rakiet amerykańskich. Dlatego skóra cierpnie, kiedy ciągnie dalej: „Pomysł ministra Macierewicza, by stworzyć coś w rodzaju Gwardii Narodowej, jeśli będzie ona oczywiście dobrze wyposażona i wyszkolona, jest dobry. Może ona bowiem zamienić te miasta, po ewakuacji ludności, w twierdze, bronione bez problemu przez wiele tygodni – o wiele dłużej, niż są w stanie wytrzymać Rosjanie. Gwardia Narodowa mogłaby także trudzić się odbudową baz lotniczych. W ten sposób zdjęłaby część ciężaru z regularnych sił. Można by czerpać też z sił rezerwy”.

Sęk w tym, że wszystkie tego typu scenariusze są pozbawione jakichkolwiek optymistycznych zakończeń. Zarówno operacja „Boxer” symulowana na stołach sztabowych w roku ubiegłym (w Waszyngtonie), jak i operacja „Hegemon” symulowana z początkiem tego roku (w Warszawie) – obie te gry wojenne, jeśli idzie o Polskę, miały niemal identyczny horyzont zdarzeń: kompletne wyczerpanie stanów i rezerw Wojska Polskiego, a ze strony Rosjan – „deeskalacyjne” uderzenia bronią jądrową w szereg strategicznych celów na mapie Polski. Dodatkowo wszystkie te wojenne scenariusze projektują jeszcze jedną tragedię dziejową: zbrojną konfrontację Polaków i Białorusinów – do czego doprowadzenie byłoby największą zbrodnią przeciwko polskiej racji stanu.

Jaki w tym nasz interes? Żaden. A jaki interes mają nasi amerykańscy patroni? Proszę czytać świeży, styczniowy raport amerykańskiego Centrum Analiz Strategicznych i Budżetowych [Center for Strategic and Budgetary Assesments] – dostępny na stronie: http://csbaonline.org/research/publications/preserving-the-balance-a-u.s.-eurasia-defense-strategy – w którym wszystko wyłożono tak, że jaśniej już niepodobna.

1. Utrzymanie przez imperium amerykańskie pozycji globalnego hegemona wymaga: przede wszystkim (a) położenia kresu mocarstwowym aspiracjom „państw rewizjonistycznych”: Chin, Rosji i Iranu, oraz (b) położenia kresu kryzysowi wewnętrznemu własnego państwa. 2. Jedno i drugie wymaga zrównoważenia wydatków przez wzrost podatków – co jest nie do przeprowadzenia bez WOJNY, której pilną potrzebę dyktuje z jednej strony tempo rozwoju gospodarczego i militarnego „państw rewizjonistycznych”, a z drugiej tempo wzrostu deficytu budżetowego USA. 3. Z trzech teatrów wojennych przyszłej wojny: zachodniego Pacyfiku, Bliskiego Wschodu i Europy – ten ostatni rejon ma dla Amerykanów znaczenie DRUGORZĘDNE. Państwa europejskie nie powinny być przez USA wspierane militarnie bardziej, niż wymaga tego kluczowa strategia: „czas za terytorium”. 4. Owo „terytorium”, którego utratę w Europie na rzecz Rosji specjaliści amerykańscy z góry zakładają, to oczywiście przede wszystkim Polska. Strategia amerykańska nie zakłada tu niczego więcej poza prowadzeniem DZIAŁAŃ OPÓŹNIAJĄCYCH – i to możliwie niskim kosztem – a bez użycia potencjału równoważącego ani środków odstraszających. 5. A jak minimalizować koszta? To oczywiste – przerzucić je na ludność tubylczą, która powinna prowadzić „zaawansowaną wojnę nieregularną”, tj. DZIAŁANIA PARTYZANCKIE na kształt Hezbollahu (sic!). Efektywność tych działań Amerykanie mogą oczywiście wzmocnić własnymi środkami rozpoznania i odpowiednim instruktażem – ale w żadnym wypadku nie wysyłką jakichś potężnych korpusów ekspedycyjnych.

Kim jest autor tego raportu – który jeśli o nas chodzi, można by równie dobrze zatytułować: „PORZUĆCIE WSZELKĄ NADZIEJĘ”? Czy to jakiś „ruski agent”, jakiś „kret” w szeregach administracji amerykańskiej, którego zadaniem jest sianie defetyzmu i niewiary w szczerość intencji naszych sojuszników? Nic podobnego – to dr Andrew F. Krepinevich, doświadczony pułkownik armii amerykańskiej i wybitny analityk Pentagonu, ekspert Kongresu, pracujący dla Białego Domu za kadencji paru prezydentów – to on nie pozostawia żadnych złudzeń co do strategicznych celów imperium. Celem ewentualnej wojny w naszym regionie w żadnym wypadku nie jest ostateczne rozgromienie przeciwnika – bo przecież silna i zintegrowana Rosja jest Ameryce żywotnie potrzebna w konflikcie z Chinami. Istotnym celem na naszym odcinku jest więc nakłonienie Moskwy do przyjęcia roli lojalnego sojusznika Waszyngtonu – a jeśli uda się to osiągnąć bez wojny, tym lepiej. Pan doktor pułkownik Krepinevich bez specjalnego owijania w bawełnę stawia tę kropkę nad „i”: „Russia could become a U.S. security partner”. A więc zakładana utrata 100 proc. stanów osobowych oraz rezerw mobilizacyjnych Wojska Polskiego, gruzy i zgliszcza lub nawet leje po bombach atomowych w miejsce Suwałk, Torunia, Płocka, a może i Warszawy – to śmiertelne ryzyko przyjmujemy na siebie po to, by Amerykanie i tak w końcu dogadali się z Moskalami – ?!

5 komentarzy do “Dzielny jak Prezydent Mościcki

  1. Proponuję trzeźwo myśleć.
    Dokładnie przeczytać prace Romana Dmowskiego.
    Kierować się pragmatyzmem.
    Informować społeczeństwo o celach polityki rządu.

  2. @albatroszlotuptaka

    Mościcki miał także obywatelstwo szwajcarskie i to wykorzystał…
    „Większość polskich dygnitarzy została internowana po przekroczeniu granicy polsko-rumuńskiej, w tym także prezydent Ignacy Mościcki (17.09 w Bicaz). Starania o legalny wyjazd Mościckiego z Rumuni napotykały początkowo na stanowczy opór Rumunów i zdecydowany sprzeciw Niemców. Mościcki postanowił więc zrzec się urzędu prezydenta (30.09.1939 r.), co znacznie ułatwiało sprawę, bo od tej pory formalnie stał się osobą prywatną. Osoby prywatne nie podlegały bowiem obowiązkowi internowania. Sprawą jeszcze bardziej się uprościła gdy Mościcki wylegitymował się szwajcarskim paszportem.”

    Zrzekł się urzędu by uciec przed wojną.
    Mimo zakazu posiadania podwójnego obywatelstwa był prezydentem RP, za sanacji pasował jak ulał 😦
    Pozdrawiam

  3. @Albatroszlotuptaka

    Tego miejsca nie przeniesiemy ,i zawsze komuś będzie po drodze , proszony czy nie proszony .
    Zostaje tylko być świadomym , że to coś od nas zależy jak przywitać gościa i mieć poczęstunek pod ręką . Reszta to tylko kiedy ……

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: